RELACJA Z PIERWSZEJ WEEKENDOWEJ EKSPEDYCJI DRUŻYNY DRZEWACZA

 

Czas operacyjny wyprawy: 30.08 – 01.09.2019

Z Opola po Gdynię, ze Szczecina przez Zieloną Górę, od Łodzi po Warszawę. 
Mięsożercy, wegetarianie i weganie. 
Kobiety i mężczyźni.
Od dwudziestu paru po pięćdziesiąt pare wiosen, zim, jesieni.
Każdy z inną supermocą. 

A ta cała różnorodność zamknięta w 8-osobowej grupie. 
Przybyli na koniec świata pociągami, samochodami, autobusami, rowerami, pieszo. 
Z tajemną misją do dzikiej bolimowskiej puszczy. 

Swoją osadę zbudowali w Zaścianku Babie Lato i zamieszkali w lewitujących pomarańczowo, zielono, niebieskich domach. Słyszeli bowiem o trzeciej w nocy groźnie piejące koguty, kto wie jakie jeszcze niebezpieczeństwa czyhały na nich na ziemi. Wytypowali jedną z członkiń drużyny na pilnowanie nizinnych części osady, a reszta ulokowała się w bezpiecznej wysokości nad ziemią. 
Nawet wegetarianie i weganie mieli wtedy niecne zamiary wobec kogutów. Można było nocami słyszeć krzyki, szmery, gwizdanie. 
TEGO KOGUTA NALEŻY ZAMYKAĆ NA NOC W SZCZELNYM KURNIKU, BO KTOŚ NIE WYTRZYMA I ZROBI Z NIEGO ROSÓŁ. GDYBY POBYT TRWAŁ DŁUŻEJ, TO MIAŁBY ZE MNĄ PRZERĄBANE – powiedział jeden z członków Drużyny Drzewacza. 
Nikt jednak sobie z kogutami nie poradził. 

Bolimowska Puszcza otworzyła swe drzewne wrota. Wypuściła most zwodzony z powalonego drzewa, nad fosą – dziką rzeką Rawką. 
Wyzwaniem jest wejść na drzewo w pionie, ale w poziomie to też sprawa nie łatwa. Niektórzy śmiałkowie zdecydowali się przebyć fosę wpław. Wskoczyli do Rawki z pleckami, obwieszeni linami, z kolorowymi kaskami w dłoniach. 
Inni zdecydowali się przejść drzewnym mostem zwodzonym. Z szeroko rozstawionymi ramionami lub nieco bokiem, by lepiej trzymać równowagę. Niektórzy przesuwali się na siedząco, lub na czworaka.  
Nieważny sposób, ważne, że każdemu udało dostać się do bolimowskiego zamku. 
 Rzeka Rawka pełna jest pięknych nimf wodnych, które kuszą przeprawiających się śmiałków, by olali wspinanie i zanurzyli się w chłodnej rzece. 
Jeden z nich dał się skusić, wskoczył do fosy by wyłowić płynący nią pantofelek. Pewnie myślał, że należy do jakiejś nimfy i nie zauważył że to klapek z Decathlonu. Niefortunnie zamoczył swój kompas, którego zapomniał wyjąć z kieszeni i potem musiał poruszać się po drzewnym pałacu w ciemno, jedynie za pomocą swej perfekcyjnej orientacji terenowej.

 

A w pałacu… drzewców potomki, laski i ziomki, las rąk, pędy, rosocha, mchu dywany.
I wybór niemały: dęby, graby i sosny
Drużyna Akademii Drzewacza początkowo nieśmiało obserwowała
. Liście dębów delikatnie bujały się w rytm muzyki wiatru, więc to one skusiły odkrywców. Nie byli pewni, jak nawiązać pierwszy kontakt, z tymi drzewnymi osobnikami. Próbowali na różne sposoby: zarzucali lasso, przytulali się do nich, jeszcze inni szukali porad w literaturze, kombinowali z różnym układem lin, uczyli się jak najmocniejszych węzłów. Robili wszystko, by ich drzewo było zadowolone.

 

 

 

 

 


 

 
 

Niektórzy śmiałkowie poczuli powagę sytuacji. Są przecież w drzewnym pałacu, powinni wyglądać jak należy. Nie zabrakło więc mężczyzn we frakach i kobiet z białymi, koronkowymi spódnicami. Kask dobrany do koloru bluzki, czerwona mucha, różowa lina. Każdy detal może być ważny.

W końcu rozpoczął się bal z drzewami. Wygibasy, piruety. Całusy i przytulasy. Do góry nogami, bokiem, z przodu, z tyłu. Niektórzy wiernie z jednym drzewem, inni wymieniali partnerów i partnerki, jak drzewo które wymienia liście. 
Strach było patrzeć, co tam się wyczynia. Jedynie co odważniejsi, od czasu do czasu, zadzierali głowy do góry. 

Po imprezie znaleziono części garderoby, porozwieszane na gałęziach. Wygląda na to, że niektórym zdecydowanie się poszczęściło. Czy zdradzą ten sekret ludzkości?   

Drużyna Akademii Drzewacza była pierwszymi ludźmi, których te Drzewce wpuściły na swoje korony! 

Na terenie naszej ekspedycji były też inne ludzkie osobniki, ale z zupełnie innego świata. W ogóle nie wiedzieli o co chodzi z naszą misją. Mówili:

Idę, patrzę, a tam grupa ludzi stoi dookoła dębu i się patrzą na górę. Myślę sobie, co oni tam robią, na co oni patrzą? Modlą się do niego czy co? 

A jemu co się stało? Wszedł i zejść nie umie? Z własnej woli tam wszedł? hahahhaah dziwne!

Po co? na co? Pytali. Ale my, którzy zakosztowaliśmy drzewnego świata, wiemy i nie powiemy. Niech to pozostanie naszą tajemnicą 😉

Ekspedycja została zakończona sukcesem.
Drużyna Akademii Drzewacza jako pierwsi ludzie w historii ludzkości zatańczyli z drzewami w bolimowskiej puszczy. Byli pierwszymi ludźmi na tych skrawkach kory. Jako pierwsi dotykali ich listków. Poznali inne piętro lasu. Na zawsze zapisali się w historii tego lasu.

Wypowiedzi uczestników poniżej są oczywiście zakodowane np. “misja” zastąpiono słowem “kurs” itp., żeby nikt się nie domyślił, ale istota jest oddana w pełni 😉 
Dziękujemy dzielnej ekipie Drużyny Drzewacza, to dzięki Waszym supermom misja zakończyła się powodzeniem!

Jestem mega zadowolona! Spełniło mi się marzenie samodzielnego wejścia na drzewo 🙂 Doświadczyłam czegoś nowego, otworzyły mi się nowe ścieżki neuronowe, zmęczyłam się, spociłam, odpoczęłam, poznałam nowych ludzi, no i okolica świetna. Bardzo dziękuję!

Jestem bardzo zadowolona z kursu, bo to były pełne emocji 3 dni w lesie na świeżym powietrzu. Absolutnie nie żałuję, że wzięłam w nim udział – wręcz idealne zakończenie lata. Dostałam to czego oczekiwałam (podstawową wiedzę o wspinaczce drzewnej) i cieszę się, że udało mi się wspiąć na drzewo (to mój mały, wielki sukces).

Drzewa były piękne – szczególnie ten pierwszy, okazały dąb na polu. Bardzo mi się podobało też to drugie miejsce, gdzie każdy mógł sobie wybrać wśród wielu drzew swoje własne. Cudowna okolica i świetnie wybrane miejsce na kurs.

Dąb z piątku był świetny, wszyscy mogliśmy wejść na jedno drzewo w tym samym momencie. Również drzewa z soboty i niedzieli były dobre – można było wejść na wyższy lub niższy konar, zależnie od odwagi.

Sposób prowadzenia zajęć bardzo mi odpowiadał – luźna atmosfera, bez spiny, trochę śmiechu, ale i konkretne informacje i kurs nastawiony na naukę. Można było zadawać pytania i zawsze z Waszej strony zawsze była odpowiedź, była sprawna komunikacja. Jak dla mnie super i nie trzeba nic zmieniać.

Tak. Lubię gdy jest jakiś plan, tzn – dziś uczymy się tego, jest o tym prezentacja czyli prowadzący pokazuje jak coś zrobić, a potem robimy to sami. Gdy uda mi się zrobić coś samej to czuję że nauczyłam się czegoś. Fajnie że byliście we dwójkę. Byliście bardzo cierpliwi i rzetelni. Do każdego podchodziliście indywidualnie, dla każdego znaleźliście czas. Poza tym macie mnóstwo historii z podróży do opowiedzenia, ciekawi z was ludzie, inspirujący.

 
 
Byliście wspierający, ale nie wyręczający, pozwalacie samodzielnie doświadczać, ale w razie pytań jesteście dostępni. Elastycznie dostosowaliście się do naszych zróżnicowanych potrzeb.
 
 
Absolutnie daliście radę jako prowadzący kurs! Zawsze pomocni, cierpliwi, bez popędzania, uważni na nasze potrzeby i możliwości, a jednocześnie zachęcający do pokonania kolejnych stopni. Sposób prowadzenia kursu był naturalny, swobodny, można było zadawać pytania i rozmawiać. Nic w sobie nie zmieniajcie 🙂
 
 
Powiem krótko. Polecę Was każdemu, kto będzie chciał spróbować tej formy spędzania czasu. Jesteście zawodowcami z pasją, a to najlepsze połączenie.
 
 
Dla każdego znaleźliście czas, do każdego podchodziliście indywidualnie. Każdy z kursantów szukał tam czegoś innego, były różne poziomy zaawansowania i różne potrzeby, a wy daliście radę. Dziękuję Wam obojgu 🙂
 
 
super organizacja, brak jakiś spin czy złego samopoczucia, świetna sprawa to to że przy ogromie wiedzy jaką posiadacie nie wbijacie jej młotkiem do głowy a otwieracie drzwi i pokazujecie co jest za nimi, a gdy ktoś chce przejść odpowiadacie nawet na najgłupsze pytania profesjonalnie z pasją 🙂 ( to bardzo bardzo mi się podobało bo na samym początku miałem zwątpienia czy to o co zapytam nie będzie głupie czy śmieszne, nigdy się nie zawiodłem 🙂 )
 
 
obycie z całym sprzętem i techniką i przebicie bariery że ” to tylko lina, nie możesz jej zaufać ” pod waszym okiem było na prawdę świetnym doświadczeniem w jeszcze lepszym wydaniu 🙂

Ekspedycję sponsorowała napędzała piosenka Lass


Lubię do lasu iść sobie na spaca
Lasu doradza mi, lasu nawraca. (…)

Pochłania mnie las
Chłonę go
Słyszę w krąg ryki
Żywa legenda
Mrok
Robię się DZIKI DZIKI
Czuję jak odchodzą w dal niezdrowe nawyki
I naprawiają się przepalone styki

Do lasu iść znowu!

Ta strona używa ciasteczek oraz zewnętrznych skryptów dla lepszego dostosowania treści do użytkownika. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close